1/31/2016

ULUBIEŃCY STYCZNIA - MARC JACOBS, SEPHORA, KOBO, THE BALM, L'OREAL, GOLDEN ROSE, MUR, BOURJOIS, INGLOT

Dopiero co pisałam post o ulubieńcach roku, a już kolejny miesiąc zleciał i pora na ulubieńców stycznia. W tym miesiącu było dość sporo tych produktów, po które sięgałam wyjątkowo chętnie. Jedne są ze mną już długo, inne to nowości, które dopiero co odkryłam i namiętnie testowałam właśnie w styczniu. Zapraszam;)

ulubieńcy stycznia - marc jacobs, sephora, kobo, the balm, l'oreal, golden rose, mur, bourjois, inglot


ulubieńcy stycznia - marc jacobs, sephora, kobo, the balm, l'oreal, golden rose, mur, bourjois, inglot

Pierwszym produktem, o którym chciałabym wspomnieć są perfumy Marc Jacobs Decadence. Używałam ich przez cały styczeń i muszę przyznać, że to wyjątkowy zapach. Do tej pory perfumy Marca Jacobsa kojarzyły mi się z czymś bardzo słodkim i nie do końca trwałym. Te są jednak całkiem inne. Są mega trwałe, a sam zapach w ciągu dnia się rozwija. Nuty zapachowe to m.in. włoska śliwka, irys, szafran, bułgarska róża, jaśmin, papirus, płynny bursztyn - połączenie bardzo ciekawe, oryginalne, i jak widać bardzo udane. 

ulubieńcy stycznia - marc jacobs, sephora, kobo, the balm, l'oreal, golden rose, mur, bourjois, inglot

Mam kilka produktów do konturowania (to moja nowa kosmetyczna "obsesja";)), ale właśnie po te w styczniu sięgałam najchętniej. 

Pierwsza połowa miesiąca należała do Sephora Contouring 101 Face Palette. Uwielbiam tę paletę za jej uniwersalność. Mamy tu dwa pudry do rozjaśniania, które uwielbiam ze sobą mieszać i nakładać albo na boki twarzy, albo do utrwalania korektora pod oczami i rozjaśniania tych okolic, albo właśnie do typowego rozjaśniania strategicznych punktów twarzy. Puder, po prawej stronie jest świetny do dziennego konturowania, ten ciemniejszy do mocniejszego, wieczorowego konturowania, a ten puder po lewej, do ocieplania twarzy. Pudry w dotyku są kremowe i jedwabiste, do tego pięknie się rozcierają, mają mocną pigmentację i utrzymują się na twarzy cały dzień. 

W drugiej połowie miesiąca najchętniej sięgałam po bronzer Bahama Mama z TheBalm. Ostatnio znudziły mi się typowo chłodne makijaże i dlatego odstawiłam mój ulubiony puder do konturowania z Kobo i wymieniłam go na o wiele cieplejszą Bahama Mama. Na jej korzyść przemawia na pewno trwałość, lepsza pigmentacja i cieplejszy odcień. Nadal lubię bronzer z Kobo, ale przy nim trzeba się jednak trochę namachać, żeby stworzyć mocniejszy efekt, no i utrzymuje się na twarzy znacznie krócej niż TheBalm. "Mamuśka" ma przepiękny kolor, wystarczy dosłownie jedno muśnięcie pędzlem, żeby policzki były ładnie podkreślone.

ulubieńcy stycznia - marc jacobs, sephora, kobo, the balm, l'oreal, golden rose, mur, bourjois, inglot

W styczniu moja skóra wołała o pomstę do nieba - stosowanie kwasów dały jej jednak trochę w kość, do tego doszły mrozy, no i stała się mocno przesuszona. Nie potrzebowałam już matujących podkładów i zwróciłam się w stronę L'Oreal True Match w kolorze 2N, który niestety kupiłam już jakiś czas temu i w tej chwili jest dla mnie za ciemny. Uwielbiam ten podkład za to, że jest lekko rozświetlający, ale w zupełnie inny sposób niż Rimmel Wake Me Up czy Bourjois Healthy Mix. Podkład zawiera w sobie drobinki, które są mocno widoczne w buteleczce, natomiast na twarzy stanowią bardzo delikatny akcent, widoczny tylko z bardzo bliska. Jest to efekt o wiele delikatniejszy od tego z Rimmel. Od Healthy Mix różni się natomiast tym, że daje o wiele lepsze krycie i mniej mokre, a właśnie bardziej pudrowe wykończenie. Krycie jest średnie i można je budować. Nie powiedziałabym, że podkład daje efekt nawilżonej skóry, bo na mojej mocno przesuszonej nadal wyglądał dość sucho i wchodził mi w zmarszczki. Mimo wszystko bardzo go lubię i myślę, że kiedy moja cera się uspokoi, będzie na niej wyglądał jeszcze lepiej.

Drugi podkład Makeup Revolution The One Foundation w odcieniu 1, to podkład typowo do rozjaśniania za ciemnych podkładów. I to jest taki produkt, który jest i jednocześnie nie jest tym ulubieńcem. Jest to dobry produkt, ale mam do niego kilka "ale". Po pierwsze, jest za rzadki, dosłownie lejący. Po drugie, (co ma związek z pierwszym) osłabia krycie podkładów. Po trzecie, trzeba nałożyć faktycznie sporą jego ilość, żeby rozjaśnić podkład. I w końcu po czwarte, jest niewydajny. Mimo tych, dość sporych minusów, jest to dobry produkt, jeden z niewielu takich dostępnych na rynku i stosunkowo tani (choć patrząc na przełożenie wydajności do ceny, to niekoniecznie). No i potrzebny:) Jeśli znacie jeszcze jakiś tego typu produkt, do rozjaśniania podkładów, innej firmy, bardziej gęsty, to piszcie koniecznie w komentarzach:)

ulubieńcy stycznia - marc jacobs, sephora, kobo, the balm, l'oreal, golden rose, mur, bourjois, inglot

W ulubieńcach roku mówiłam Wam o mojej ulubionej dziennej bazie pod cienie czyli cieniu w kremie Maybelline Color Tattoo w kolorze Creme de Rose, a ostatnio jakoś bardziej przypadł mi ten drugi kolor - Creme de Nude i to właśnie jego używałam częściej. Lubię tę bazę, bo ma świetną pigmentację, wyrównuje koloryt powieki, co przy moich głęboko osadzonych oczach i mocno ukrwionych powiekach, jest bardzo ważne. Raczej nie podbija pigmentacji cieni, ale zdecydowanie przedłuża ich trwałość.

Korektor Healthy Mix w odcieniu w kolorze 51 Light bardzo lubię, choć nie jest to ideał. Używałam go w styczniu praktycznie codziennie. Jest bardzo dobrze napigmentowany, gęsty, świetnie kryje nawet te mocne sińce pod oczami. I za to właśnie tak go polubiłam w styczniu. Ma ładny zółciutki odcień, chociaż osobiście wolałabym, żeby był to produkt bardziej rozświetlający. Jedyne co mam mu do zarzucenia to fakt, że może trochę wysuszać delikatną skórę pod oczami, dlatego dobry, mocno nawilżający krem jest konieczny.

ulubieńcy stycznia - marc jacobs, sephora, kobo, the balm, l'oreal, golden rose, mur, bourjois, inglot

Kolejne dwa produkty - matowy róż do policzków Kobo w odcieniu Marsala. Nigdy o nim na blogu nie wspominałam, a to mój ulubiony róż do policzków. Ja ogólnie nie jestem "różoholiczką" i mam ich raptem dwa, ale ten wyjątkowo lubię. Kolor jest zdecydowanie chłodny i taki właśnie jesienno-zimowy. Używam go od listopada i jeszcze nigdy mnie nie zawiódł. Świetnie się utrzymuje na policzkach, nie robi plam, nie znika w ciągu dnia, jest tak mocno napigmentowany, że naprawdę łatwo zrobić sobie nim krzywdę, dlatego wystarczy odrobina na środek policzków. Jest całkowicie matowy, co nie każdemu się spodoba. Ja nie lubię tak matowych róży, wolę te o wykończeniu satynowym, ale akurat temu jestem w stanie wiele wybaczyć. Podoba mi się, że jest tak dobrze napigmentowany, bo nie lubię róży, przy których trzeba się namachać, żeby cokolwiek było widać. Ten tak łatwo się rozciera, że nie ma z nim żadnego problemu.

ulubieńcy stycznia - marc jacobs, sephora, kobo, the balm, l'oreal, golden rose, mur, bourjois, inglot

Kolejny produkt to ulubieniec roku czy konturówka do brwi z Inglota w odcieniu 12. Do tej pory używałam 16, ale ten jaśniejszy produkt obecnie jakoś bardziej mi się podoba. Ciemniejszy stosuję tylko przy bardzo mocnych makijażach oczu. W styczniu stosowałam tylko ten produkt, odpuściłam nawet ten flamaster z Catrice. Jest to produkt długotrwały. On po czasie robi się zbyt twardy, ale wystarczy kropelka Duraline, żeby znów miał tę masełkowatą konsystencję, co na początku.

ulubieńcy stycznia - marc jacobs, sephora, kobo, the balm, l'oreal, golden rose, mur, bourjois, inglot

I ostatnie dwa produkty - do ust - czyli matowa pomadka w płynie Sephora Cream Lip Stain w kolorze 01 Always Red. Piękna, matowa, długotrwała czerwień. Ogólnie jakoś ostatnio te matowe pomadki z Bourjois poszły w odstawkę na rzecz tej właśnie pomadki. Chyba po prostu bardziej odpowiada mi ta właśnie, całkowicie matowa formuła, a nie satynowa jak REV. Kiedy mam ją na ustach nie muszę się martwić o tłuste jedzenie, picie, ponieważ wiem, że ta pomadka przetrwa dosłownie wszystko. 

Drugim produktem do ust, który stosowałam w styczniu była automatyczna konturówka do ust z Golden Rose w kolorze 57. To taki właśnie buraczany róż, ale można w nim odnaleźć te czerwone nuty, więc ładnie komponował się z tą pomadką z Sephory.

W dziennych makijażach zwykle malowałam usta tylko konturówką, czasami malowałam usta tą konturówką i nakładałam jeszcze na to pomadkę, dzięki czemu ten kolor na ustach był bardziej zgaszony, mniej intensywny i właśnie taki bardziej "dzienny". We wieczorowych makijażach zazwyczaj obrysowywałam usta konturówką, a środek wypełniałam pomadką z Sephory.

Na koniec pokażę Wam swatche wszystkich produktów. 

ulubieńcy stycznia - marc jacobs, sephora, kobo, the balm, l'oreal, golden rose, mur, bourjois, inglot

ulubieńcy stycznia - marc jacobs, sephora, kobo, the balm, l'oreal, golden rose, mur, bourjois, inglot

6 komentarzy:

  1. Uwielbiam ten podkład z Loreal'a! Głównie za kolor. Niestety denerwuje mnie trochę to jego pudrowe wykończenie, ale tak czy siak jest najlepszym podkładem jaki kiedykolwiek używałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też denerwuje to jego pudrowe wykończenie, ale fakt, jest świetny. Swoja drogą wszystkie podkłady Loreal mają takie właśnie wykończenie.

      Usuń
  2. perfumy Marc Jacobs Decadence też bym lubiła :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kocham tę pomadkę Sephory <3 Mam tony pomadek, ale gdybym mogła zostawić tylko jedną, to byłaby ta :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny;) Jeśli masz pytanie, zadaj je w komentarzu pod postem - na pewno odpowiem!

To nie jest miejsce na reklamę, więc proszę o niepozostawianie linków i komentarzy mających na celu autopromocję. Wszystkie tego typu treści nie będą publikowane;) Komentarze stanowiące offtop od tematyki bloga również trafią do spamu:)

Copyright © 2017 HappySunny