11/17/2017

MAKIJAŻOWE ROZCZAROWANIA

Hej;) Dzisiaj zapraszam Was na post z garścią makijażowych rozczarowań. Przyznaję, że u mnie rzadko pojawiają się posty tego typu, bo wyznaję zasadę, że każdy produkt ma jakieś wady i zalety, nie ma produktów idealnych i nie ma produktów kompletnie do niczego. Ten post akurat powstał wbrew tej regule;) Jeśli jesteście ciekawi tych bubli, czytajcie dalej;)

w7, the balm, glamshop, gosh, kat von d, topshop


Pierwsze dwa produkty zachwyciły mnie swoim wyglądem w opakowaniu, zachwyciły mnie swatchami na dłoni, ale niestety czar prysł przy pierwszej próbie nałożenia ich na twarz. Są to rozświetlacze marki Topshop, o dwóch różnych formułach i wykończeniach. Pierwszy rozświetlacz, ten w białym opakowaniu, nazywa się po prostu Highlighter, jego odcień to Cresent Moon. Rozświetlacz w czarnym opakowaniu to Cameleon Highlighter i jego odcień to Mother of Pearl.

rozświetlacze topshop highlighter crescent moon i cameleon highlighter mother of pearl

Pierwszy rozświetlacz jest wypiekany, bezdrobinkowy, na skórze daje taflę koloru. Drugi rozświetlacz jest prasowany, typowo brokatowy i zawiera miliony iskrzących drobinek. Oba rozświetlacze mają podobny kolor - róż mieniący się na złoto. O ile po zeswatchowaniu palcem dają piękny efekt, tak po nałożeniu pędzlem na twarz ten opalizujący efekt znika. Na skórze widać tylko różową poświatę, a właściwie to nawet nie jest poświata, tylko różowa plama koloru. Testowałam je wiele razy, w różnych oświetlaniach, w żadnym nie wyglądały dobrze. Tragicznie też wychodziły na zdjęciach. Na twarzy miałam różowe placki, które wyglądały dość komicznie. Może u kogoś z chłodniejszą karnacją te rozświetlacze bardziej się sprawdzą, u mnie tworzyły efekt świnki.

Mam też porównanie np. z rozświetlaczem GlamPOP Jupiter z Glamshopu, który jest właśnie różem opalizującym na złoto i on faktycznie jest wyjątkowy.

To nie koniec wad tego produktu. Wypiekany rozświetlacz jest bardzo suchy w swojej konsystencji, trzeba się naprawdę postarać, aby nałożyć go pędzelkiem na twarzy i żeby cokolwiek było widać. Konsystencja drugiego rozświetlacza, w moim odczuciu, również pozostawia wiele do życzenia. Łatwo się go nakłada pędzelkiem, widać go na skórze, ale te drobinki brokatu tragicznie osypują się w ciągu dnia i finalnie mamy ten brokat na całej twarzy. Jedynym wyjściem z sytuacji jest aplikowanie go na jakiś mokry produkt, czy to kremowy czy płynny rozświetlacz. Próbowałam używać ich także na oku, ale kiepsko to wyglądało. Nie satysfakcjonowała mnie praca z tym produktem, dlatego puściłam go dalej w świat.

Opakowanie pierwszego rozświetlacza jest plastikowe, drugie jest gumowane i ma dobrej jakości lusterko. Oba są porządnie wykonane i tutaj właściwie nie ma się do czego przyczepić, ale już sam produkt w środku nie powala, dlatego ja z radością pozbyłam się obu  tych rozświetlaczy i mam nadzieję, że u kogoś sprawdzą się lepiej niż u mnie;) Gdybyście jednak byli nimi zainteresowani, kupiłam je w TK Maxx po 35 zł każdy.

rozświetlacze topshop highlighter crescent moon i topshop cameleon highlighter mother of pearl

Kolejny kosmetyk - W7 Hollywood Bronze&Glow - jest trochę tańszy i mamy tu według producenta produkt 2w1 - bronzer i rozświetlacz. Ja absolutnie nie nazwałabym tego pierwszego produktu bronzerem, jest to rozświetlacz w trochę ciemniejszym odcieniu. Spodziewałam się, że to będzie subtelny rozświetlacz, ale ten kosmetyk nie powinien nosić w ogóle miana rozświetlacza, bo... nic nie rozświetla. Po nałożeniu jednego czy drugiego pędzelkiem na twarz w ogóle nie widać błysku, dają tylko dodatkową pudrową warstwę z odrobiną koloru. Te 'rozświetlacze' są tak suche, że w ogóle ciężko je nałożyć na twarz. Poza tym tragicznie się pylą. Na domiar złego opakowanie też jest wykonane z kiepskiej jakości plastiku.

paletka rozświetlaczy w7 hollywood bronze&glow

paletka rozświetlaczy w7 hollywood bronze&glow

Trzeci rozczarowujący mnie produkt to tusz do rzęs Gosh Volume Serum Mascara. Jest to niby maskara do przedłużanych i sztucznych rzęs. Ma naprawdę fajny grzebyczek z krótkimi igiełkami, które wbrew temu co by się mogło wydawać, bardzo dobrze rozczesują rzęsy. Sama końcówka jest giętka, ale wykonana z bardzo twardego plastiku, przez co niekoniecznie dobrze się nią operuje. Trochę jednak drapie ten grzebyk. Nabiera się na niego niewiele tuszu, przez co unikamy sklejania rzęs. O ile maskara fajnie sprawdza się do dziennych szybkich makijaży, w których tylko tuszujemy rzęsy i to wszystko, tak do bardziej zaawansowanych makijaży, w których używamy także cieni do powiek, ona nie da fajnego efektu. 

tusz do rzęs gosh volume serum mascara

Przy takich dziennych makijażach typu make-up no make-up ona lekko wydłuży rzęsy, lekko je pogrubi, przyczerni, ale zrobi to w taki bardzo subtelny sposób, że inni widząc nas pomyślą, że na tych rzęsach nie mamy nic i one są takie ładne same z siebie. Poza tym maskara jest kompletnie na rzęsach niewyczuwalna i to jest jej ogromny plus. Dobrze sprawdza się także do rzęs sztucznych, kiedy chcemy je połączyć z naturalnymi, bo nie nakładamy zbyt dużo tuszu i nie oblepiamy tych sztucznych.

tusz do rzęs gosh volume serum mascara
Ja praktycznie zawsze używam cieni do powiek i mascara daje dla mnie zbyt słaby efekt. Przy cieniach te rzęsy pomalowane tą mascarą robią się niewidoczne i nie wygląda to zbyt dobrze.

tusz do rzęs gosh volume serum mascara

Niestety mascara ma jedną poważną wadę - tragicznie się osypuje w ciągu dnia. Jest bardzo sucha przez co nie musimy długo czekać na pandę pod okiem. Jedynym wyjściem z sytuacji jest nakładanie jej na bazę pod tusz, czy tą z Eveline, czy z Golden Rose.

Kolejne dwa rozczarowania to płynne matowe pomadki. Pierwsza to The Balm, Meet Matte(e) Hughes, druga to Kat Von D Everlasting Liquid Lipstick. Testuję je od dłuższego czasu i niestety nie jestem zadowolona z ich trwałości. Na temat obu pomadek pojawią się jeszcze osobne posty, na razie powiem tyle, że pomadki w tempie ekspresowym znikają z moich ust.

matowe płynne pomadki the balm meet matte hughes i kat von d everlasting liquid lipstick

Glambrush PRO 3 ze sklepu Glamshop.pl to skośny pędzelek do twarzy wykonany z syntetycznego włosia. Początkowo bardzo mnie rozczarował, później nauczyłam się nim pracować, ale nadal uważam, że ma pewne wady i nie jest wszechstronny. Włosie jest bardzo miękkie i przyjemne w dotyku. W przekroju jest dość płaski, włosie jest mało zbite, bardzo elastyczne i przez to pędzelek nie do końca dobrze rozciera produkty pudrowe. Przy mocniej napigmentowanych produktach robi plamy, dlatego używam go do delikatnych bronzerów jak np. właśnie te z Glamshopu.

pędzelek skośny do twarzy glambrush pro3

pędzelek skośny do twarzy glambrush pro3

pędzelek skośny do twarzy glambrush pro3

pędzelek skośny do twarzy glambrush pro3

pędzelek skośny do twarzy glambrush pro3

Dajcie znać w komentarzach, które kosmetyki czy któreś z moich bubli są Waszymi ulubieńcami;)

6 komentarzy:

  1. Też nie polubiłam się za bardzo z tymi szminkami :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba u obu z nas wśród pomadek króluje Jeffree Star;)

      Usuń
  2. Na cale szczescie nic z tych produktownie mialam ;) Dzieki za ostrzezenie :D

    OdpowiedzUsuń
  3. trochę mnie zasmuciłaś opinią o tym większym rozświetlaczu Topshop, dziś właśnie go kupiłam i na ręce mnie zachwycił.. cóż, zobaczymy jak wypadnie na twarzy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może na Twojej karnacji będzie się prezentował lepiej i ogólnie bardziej Ci się spodoba:)

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny;) Jeśli masz pytanie, zadaj je w komentarzu pod postem - na pewno odpowiem!

To nie jest miejsce na reklamę, więc proszę o niepozostawianie linków i komentarzy mających na celu autopromocję. Wszystkie tego typu treści nie będą publikowane;) Komentarze stanowiące offtop od tematyki bloga również trafią do spamu:)

Copyright © 2017 HappySunny